Szkoła to nie tylko wiedza. O roli nauczyciela i potrzebach dziecka
Refleksja z okazji Dnia Edukacji Narodowej – fragment książki „Rodzicielstwo z pasją”
Czytam o podstawowych funkcjach i zadaniach szkoły.
„Celem szkoły jest wprowadzenie uczniów w świat wiedzy, dbanie o ich harmonijny rozwój intelektualny, etyczny, emocjonalny, społeczny i fizyczny”.
Poza tym szkoła pełni następujące funkcje: dydaktyczną, opiekuńczą i wychowawczą. Zastanawiam się nad równorzędnym traktowaniem tych zadań, gdy w moim odczuciu w polskim systemie oświaty przeważa funkcja dydaktyczna.
Wiedza! Ten priorytet od lat dominuje w polskim szkolnictwie.
Jednak jednym z zadań szkoły jest również wspieranie rodziców w procesie wychowawczym. Nie poruszam tutaj kwestii wpajania zasad, ponieważ każdy nauczyciel czyni to na lekcji, podczas przerw, w trakcie wycieczek czy realizując projekty. Mówię raczej o programach i projektach uwzględnianych w edukacji szkolnej.
Wielu z nas oburza się, mówiąc: „Wychowanie i obycie wynosi się z domu”. Owszem. Jeśli jednak rodzice nie radzą sobie z wychowaniem swoich dzieci, zadaniem szkoły jest wspieranie tego procesu, aby przygotować dziecko do życia na tyle, na ile to możliwe.
Być pedagogiem towarzyszącym w nauce, a nie tylko nauczycielem przekazującym wiedzę.
Wychowawcza rola szkoły – czego naprawdę powinniśmy uczyć dzieci?
Szkoła powinna być miejscem wspierającym rodziców i edukującym dzieci w następujących obszarach:
- rozwijania umiejętności dialogu zamiast sięgania po rozwiązania siłowe,
- kształtowania umiejętności komunikacji,
- promowania asertywności bez uciekania się do przemocy,
- rozwijania logicznego myślenia nie tylko w obliczeniach matematycznych, ale również w przewidywaniu konsekwencji własnych decyzji,
- nauki adekwatnego oceniania wydarzeń bez nadinterpretacji,
- promowania prawa do doświadczania i wyrażania emocji, nawet tych, które dziecko uważa za trudne czy niepożądane,
- rozwijania umiejętności radzenia sobie z problemami,
- kształtowania umiejętności skutecznego rozwiązywania konfliktów w przyszłości.
Podczas mojej wieloletniej praktyki nauczycielskiej brakowało mi właśnie tych podstawowych elementów w programie nauczania.
Współczesny nauczyciel – między powołaniem a obowiązkami
Rozpoczynając moją karierę, którą zdecydowanie uważam za powołanie, ponad 30 lat temu, nie doświadczałam takiego natężenia obowiązków jak dzisiaj. Współczesne wymogi systemu oświaty, kuratoriów, dyrekcji, rodziców i uczniów stawiają przed nami ogromne wyzwania.
Nakładane obecnie obowiązki są znacznie większe niż kiedyś, a nauczanie dzieci staje się coraz bardziej absorbujące emocjonalnie i energetycznie. Wprowadzanie nowych regulacji i dokumentacji związanej z diagnozowaniem problemów edukacyjnych i rodzinnych zwiększa ilość pracy poza samym procesem nauczania.
Obecnie nauczyciele muszą pełnić nie tylko funkcję dydaktyczną, ale także stają się osobami rozpoznającymi trudności dzieci, łącznikami między dziećmi a rodzicami, a czasem oczekuje się od nich również kompetencji pedagogów, psychologów i terapeutów. Wszystko to prowadzi do długich rad pedagogicznych i rozszerzenia czasu pracy w szkole. Chociaż ogłaszane są szczytne idee o tym, że dziecko jest najważniejsze, paradoksalnie w trakcie pracy pedagoga czasem o nim zapominamy.
W tym wszystkim, w natłoku obowiązków i trudnościach szkolno-oświatowych, dla mnie zawsze priorytetem było dobro dziecka.
Potrzeby emocjonalne dziecka nie zmieniają się wraz ze światem
Jako wychowawca, mimo wielu trudności, podążałam za potrzebami dzieci, które dziś mają większą świadomość i pragną zrozumienia, uwagi i rozmowy. Choć dzieci rozwijają się w innym środowisku, ich podstawowe potrzeby pozostają takie same jak ponad 30 lat temu.
Nadal pragną zauważenia, większej uwagi, troski, a przede wszystkim miłości.
W obliczu współczesnych technologii niektóre dzieci poszukują uwagi i uznania w mediach społecznościowych, a w grach komputerowych starają się zaspokoić potrzebę odnoszenia sukcesów.
W tym dynamicznym świecie wszyscy – od zabieganych rodziców po nadmiernie obciążonych nauczycieli – próbujemy znaleźć więcej przestrzeni na troskę i uwagę w życiu dziecka.
A przecież właśnie tego dzieci tak bardzo potrzebują.
Czy wychowujemy dzieci, czy tworzymy ich kopie?
W trafny sposób zwracał uwagę na ten problem Osho, przestrzegając przed traktowaniem człowieka jak maszyny i sprowadzaniem wychowania do podporządkowania jednostki oczekiwaniom społeczeństwa. Na nas, dorosłych, rodzicach i pedagogach, spoczywa ogromna odpowiedzialność za prowadzenie dziecka ku odkrywaniu tego, co w nim świadomie lub nieświadomie zniekształciliśmy.
Często nasze nieudolne próby wychowawcze nie przynoszą oczekiwanych efektów. Starając się być mądrymi w oczach dziecka, usiłujemy przekazać zbyt wiele zasad, nie zdając sobie sprawy, że uczymy je tego, czego sami się nauczyliśmy.
Jeśli negujemy jego naturalne skłonności, narzucamy własny sposób myślenia, tłumimy niewygodne dla nas uczucia złości i niezgody, tworzymy małą kopię nas samych. Zanim zauważymy, odkrywamy, że wychowaliśmy je na nasz obraz i podobieństwo.
Gdzie w tym wszystkim pozostaje kształt boskiej duszy? Gdzie pozostaje jego indywidualność, wyrażanie naturalnych skłonności, potencjałów i osobowości? Może zamiast kłaść nacisk na wiedzę i mądrość, osiągnięcia szkolne, powinniśmy pokazać szacunek. Przede wszystkim do siebie nawzajem, do dorosłych, a następnie do nich samych.
Pokażmy dotyk pełen czułości, uśmiech, a czasem nawet naszą własną słabość.
Z okazji Dnia Nauczyciela – refleksja
Wracam dziś do tych słów zapisanych w mojej książce „Rodzicielstwo z pasją”.
Po latach pracy z dziećmi nadal zadaję sobie pytanie: czy w świecie programów, ocen, wymagań i osiągnięć potrafimy dostrzec dziecko takim, jakie jest? Nie tylko jako ucznia, który powinien zdobywać wiedzę.
Ale jako człowieka, który czuje, doświadcza, poszukuje, popełnia błędy i potrzebuje naszej obecności. Bo szkoła to nie tylko miejsce zdobywania wiedzy. To także przestrzeń, w której dziecko uczy się siebie, innych ludzi i życia.
A nauczyciel? Być może jego największą wartością nie jest to, ile wiedzy przekazał, ale ile człowieczeństwa potrafił ocalić w codziennym spotkaniu z dzieckiem.
Lidia Suberlak
Tekst na podstawie fragmentu książki „Rodzicielstwo z pasją”, s. 116–119. Opracowanie autorskie z okazji Dnia Edukacji Narodowej.