Duchowość i sens

Rozważania o stracie, miłości i wybaczeniu

Za chwilę minie 5 miesięcy odkąd adaptuję się do rzeczywistości bez mego taty. Upłynęło sporo czasu… dość szybko minęło… pustka pozostała. Wiele razy słyszałam słowa: „czas leczy rany”, „upłynie wiele dni, zanim zagoisz pustkę po stracie bliskiej osoby”. To nieprawda. Wydaje nam się, że im dalej, tym łatwiej. Im dłużej, tym lżej. Nic takiego.

Jeśli kogoś się kocha, jeśli relacja jest zażyła, to tęsknota pozostaje i żaden czas, dystans, odległość nie zmieni tego. W przypadku śmierci zaś dystans ma „miliony lat świetlnych” – realnie, gdyż dotykamy różnych wymiarów. Energetycznie – odległość maleje, bo wszystko zachowujemy w sercu, w myśli, w działaniach.

Kiedy tato resztkami sił egzystował, czułam niecierpliwość pomieszaną z wdzięcznością. Niecierpliwość, by doznał ukojania i wdzięczność, że możemy ten czas, który śmierci wyrywaliśmy dzielić razem.

Adaptuję się do nowej rzeczywistości bez niego. Przyjmuję, że tęsknota pozostanie. Rozumiem, że strata nie zniknie. Żyję bez niego, wiedząc, że to tylko kwestia czasu do kolejnego spotkania. Ale wiem, że jego osoba trwa we mnie. To wszystko to, czego mnie nauczył… co mi służy… co pomaga mi docenić ten czas, jaki mi pozostał. Kontynuuję to, czego on już nie mógł. Daję światu to, co dla niego było największą wartością: miłość do ludzi, więzi rodzinne i Prawda, którą zawsze cenił.

Wiem też, skąd bierze się mój spokój w sercu. Z tego, jak tato odchodził… z naszej zażyłości za życia. Ze spraw, które zdążyliśmy dokończyć, ze słów, które wypowiedzieliśmy. Z wybaczenia… z miłości. Nie wszystko było łatwe. Ale mogliśmy sobie wybaczyć. Powiedzieć to, co ważne. I dziś czuję, jak wiele to dla mnie znaczy. Tęsknię, ale mam w sobie spokój. Wiedział, że go kocham. Ja wiedziałam, że on kocha mnie.

Myślę, że dzięki temu łatwiej mi przyjąć jego odejście. Że mój ból jest mniejszy, bo obok straty pozostało poczucie bliskości. Nie muszę już czekać, by powiedzieć mu „wybaczam”, „dziękuję”, „kocham”… Zdążyliśmy. I to daje mi spokój.

A dzisiejsze rozważanie uświadamia mi, jak ważne jest zdrowe kończenie trudnych relacji… domykanie konfliktów i porządkowanie tego, co pozostaje w nas po spotkaniu z drugim człowiekiem. Jak istotne jest powiedzenie tego, co boli, przyznanie się do własnych błędów, przeproszenie… postawienie granicy.

Nie zawsze możemy wszystko wyjaśnić wspólnie. Nie zawsze usłyszymy „przepraszam”. Ale możemy przyjrzeć się temu, co sami nosimy… co chcemy jeszcze powiedzieć, a z czym potrzebujemy się pożegnać. Wybaczenie nie musi oznaczać powrotu do relacji. Można wybaczyć i odejść.

Myślę dziś, że chcę robić na to miejsce w moim życiu. Nie odkładać ważnych słów na później… nie czekać, aż czasu będzie mało. Chcę umieć kończyć to, co mnie rani, i dbać o bliskość tam, gdzie chcę pozostać. By mniej było we mnie spraw, które wciąż czekają… i więcej spokoju.

I za to jestem wdzięczna memu tacie, choć z tęsknątą w sercu ❤️

Jeden komentarz

  • Monika

    Piękne… Miłość jest nieskończona i nie objęta czasem. Tęsknota po bliskich zawsze pozostanie, ale ten spokój jest najważniejszy 🧡

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *