Droga do wolności,  Relacje i związki

Jeśli mnie potrzebuje, to nie odejdzie!

„Nieziemskie przyciąganie”

Czasem przyciągamy w relacji określony typ partnera. Dotyczy to zarówno preferencji fizycznych, jak i osobowościowych.

Według niektórych teorii, osobę do związku, podświadomie wybieramy na podobieństwo matki lub ojca. Niekiedy jednak – ich przeciwieństwo.

Ale to osobny temat do rozważań.

Chcę dziś podjąć inną refleksję.

Jaki mechanizm podświadomy kryje się za wyborami mężczyzn „życiowo nieporadnych”? Jaka siła tak bardzo popycha kobiety do tych, którzy są „wiecznymi chłopcami”, niezależnie od wieku i różnicy wiekowej pomiędzy obojgiem.

Są mężczyźni, którzy tak bardzo przyzwyczajeni do tego, że to matka podejmuje za nich decyzje, ojciec – nakazuje, ktoś inny zaleca. Pozbawieni siły wewnętrznej do własnych, odpowiedzialnych decyzji i wyborów poszukują partnerki, która za nich… zdecyduje, pokieruje, podpowie. Jeśli odnajdą spośród miliona tę, która posiada potrzebę, by w związku „grać pierwsze skrzypce” i nieść pomoc – to MIŁOŚĆ do końca życia gwarantowana.

Czy to MIŁOŚĆ? Czy silna potrzeba?

Kobiety „misjonarki” mogą przyciągać do związku mężczyzn, których będą wspierać, pomagać, interesować się. Niekoniecznie narzucać wybór. Mogą to robić w sposób subtelny, świadomy. Pełnią niemalże rolę mentora dla swojego partnera. Tylko czy to partner?

Wzajemna troska, opiekuńczość w relacji małżeńskiej jest piękna. Ale jeżeli jest jednostronna to przerodzić się może w relację niemalże rodzicielską, lub taką, w której brak równości, a wymiana energii jest niemożliwa, czyli często pasożytniczą.

Ten, który ciągle czegoś potrzebuje znalazł partnera, który chętnie tę potrzebę zapewni. Tylko, że to nie relacja partnerska, małżeńska.

To relacja, która jest zapewnieniem i gwaracją BYCIA, na dobre i na złe. 

A gdzie miłość? Ale po co? Skoro On/Ona potrzebuje i otrzymuje to nigdy nie odejdzie. Dlatego „stawanie na głowie”, by zapewnić partnerowi poczucie komfortu to priorytet!  Wówczas nie będzie rozstania, cierpienia, rozpadu w związku, bo przecież „w naszej rodzinie rozwodów nie ma”, „bo wierność i lojalność… bo przysięga”. BO MIŁOŚĆ WYMAGA, BY ODPUŚCIĆ.

I co dalej?

Uświadomienie sobie na jakim fundamencie relacja jest zbudowana, to krok pierwszy i sądzę, że najtrudniejszy. Wymaga odwagi, by go zobaczyć.

Jednak kolejny krok wymaga odwagi, by podjąć działanie.  Jeśli partner nie dorósł do pełnienia roli wynikającej z tego, że ma być: mężem, odpowiedzialnym za drugą osobę partnerem, to być może nigdy nie dorośnie. Czas zatem na rozstanie, by zrozumieć swoją rolę misjonarza i przekierować na inny obszar.

Życzę Wam kochani „happy endu” w takich relacjach. ♥

Photo: Spark Post

 

 

To mój punkt widzenia i moje doświadczenia. Pamiętaj! Nie musisz się ze mną zgadzać :) Zapraszam zatem do dyskusji.

%d bloggers like this: